Choć trudno w to uwierzyć, nawet jak się widzi „na własne oczy”, nadal nie brakuje takich osób, które w Tatry postanawiają wybrać się w… klapkach. Jeszcze więcej jest takich, co góry lekceważą. Efekt – nawet 40 pacjentów dziennie trafia do zakopiańskiego szpitala.

Turyści nadal chodzą w klapkach w góry

Choć trudno w to uwierzyć, nawet jak się widzi „na własne oczy”, nadal nie brakuje takich osób, które w Tatry postanawiają wybrać się w… klapkach. Jeszcze więcej jest takich, co góry lekceważą. Efekt – nawet 40 pacjentów dziennie trafia do zakopiańskiego szpitala.

Trwa sezon turystyczne, a co za tym idzie, zakopiańscy lekarze mają pełne ręce roboty. Jak przyznaje dr n.med. Marian Papież, kierujący Oddziałem Chirurgii Urazowo-Ortopedycznej Szpitala im. dra Tytusa Chałubińskiego w Zakopanem, każdej doby w okresie wakacji, szczególnie przy słonecznej pogodzie trafia tam około 40 pacjentów. Część z nich ma na tyle poważne obrażenia, że wymagają leczenia szpitalnego na zakopiańskiej urazówce.

Co powoduje, że urazów w górach jest tak dużo?

– Wydaje mi się, że niezmiennie jest to lekkomyślność, brak szacunku do gór i trudnych warunków jakie w nich panują, co niejednokrotnie odbija się dramatycznie na ich zdrowiu. Turyści, którzy do nas trafiają nie zdają sobie sprawy z tego, że uraz i leczenie operacyjne które w procesie terapii trwa stosunkowo krótko, do kilku godzin, to jedno, ale powrót do pełnego zdrowia to już zupełnie inna kwestia – stwierdził Marian Papież.

Co prawda podkreślił, jeśli chodzi o wyposażenie turystów – tych przywożonych do SOR – to jest znacznie lepiej niż przykładowo przed 20 laty.

– Technologie poszły do przodu, poza tym np. dobre górskie obuwie można już kupić bez rujnowania sobie domowego budżetu. Ale nadal trafiają do nas również ci którzy na szlak górski poszli z nonszalancją w klapkach – dodał ordynator.

opr.raz