Felieton: Kalifat 2 (Maciej Trebunia-Tutka)

 

Nie dawno pisałem o życiu na obczyźnie. Kontynuując ten temat, przytoczę kolejnych kilka spostrzeżeń.

Kebaby i restauracje. Jak już wspominałem o barze ze świeżą rybą w nadmorskiej miejscowości można zapomnieć. W mieście, w którym żyję widziałem ze dwie włoskie restauracje, czeską, bałkańską, ze trzy „chińczyki” oraz całe mnóstwo mniejszych i większych kebabowni. Plus takie, które sprzedają z okienka swój towar. Faktycznie, w tych ostatnich nie uświadczysz wieprzowiny, (w sklepach można kupić). Jest tego naprawdę multum. Każdy jakoś w sumie prosperuje. Gdyby było inaczej, pewnie już by był dawno zamknięty. Ludzie kupują i wcinają całymi rodzinami. Najlepiej kebab z frytkami. Później biegają wzdłuż plaży z d***mi jak stąd do Glasgow i zastanawiają się czemu się tak męczą. Fastfood! Tylko, że pod postacią kebaba, a nie z „Restauracji pod Złotymi Łukami”, czyli McDonald’s. A’propos Maca, to i tam można zakupić McFalafel. Oczywiście bez wieprzowinki, bo ciapek do raju się nie dostanie po spożyciu. 🙂

Tak więc całe grupy ludzi chodzą po kebabowniach i jedzą ten syf, a dupska rosną. Ciapki natomiast oblegają tłumnie siłownie. Biali tyją dzięki takiemu właśnie jedzeniu, a ciapki trenują na siłowni. Niech mi ktoś powie, że to normalne, że to nie inwazja obcej cywilizacji… Jest to inwazja tyle tylko, że nie siłą, a poprzez fizyczne osłabienie przeciwnika, uczynienie go niezdolnym do podjęcia ewentualnej walki, sflaczałym i miękkim. Nie tylko w takiej formie jest to inwazja. Fryzjerów tu co trzeci budynek. Ruch jak w Rzymie. Salony piękności pełne. I nie, nie chodzą tam piękne blondynki o nordyckich rysach, a faceci. I nie, nie chodzą tam biali. Fryzjerami są araby i takich właśnie klientów obsługują. Przycinają brody, farbują je, równają, włoski na głowie to do tyłu, to na lewo z przedziałkiem, to na prawo bez przedziałka i farba. Muszą być kruczoczarne, bo nie mogą być inne. No śliczni są. Naprawdę śliczni. Tfu! Nie wiem, czy pedały tak o siebie dbają, jak oni?! Prawdziwi śniadzi książęta. Nic dziwnego, że w Szwecji, kraju, w którym byli sami biali blondyni i białe blondynki, Szwedki skusiły się na kawę z większą lub mniejszą ilością mleka. Jak już wspomniałem w poprzednim felietonie, wystarczyło 50 lat i Szwedów nie ma. Pojedyncze jednostki w porównaniu do całej społeczności. Nawet słynny piłkarz szwedzki Henrik Larsson, pochodzący właśnie z miasta, w którym mieszkam, nie jest czystej krwi Szwedem, a tylko w połowie. To przykład tego, że nawet jak ktoś ma szwedzkie nazwisko wcale nie musi być Szwedem. Identyczna sytuacja ma miejsce w Polsce, tylko że tu mamy do czynienia z żydami i komunistami.

Kolejna ciekawostka, po części też nawiązanie do Polski, to Krzyż Celtycki. Na Słowacji grozi za noszenie go do 8 lat więzienia, a w Polsce idioci typu posłanka Joanna Schleswig – Holstein czy jak jej tam będzie krzyczeć o faszystach i symbolach faszystowskich. Natomiast tutaj w samym centrum miasta, w samym rynku stoi Kościół Luterański (Szwedzki), gdzie na wieżach kościelnych pięknie prezentuje się właśnie Krzyż Celtycki. Największe głąby, bez minimalnej wiedzy historycznej, krzyczą najgłośniej o faszyzmie, ale rozumu za grosz. Identycznie sprawa ma się z Podhalańskim Krzyżem Niespodzianym, który istniał wiele lat przed 2 wojną światową. Niestety Hitler go zapożyczył i zniszczył jego wizerunek. Co nie znaczy, że mamy się tego symbolu wypierać, bo jest on częścią naszej kultury. Naszym obowiązkiem jest uświadamiać społeczeństwo jak malarz z Austrii zniszczył część naszej kultury i tradycji.

Tak się dzieje, kiedy w imię źle pojętego dobrego wychowania, pozwalamy gościowi, którego zaprosiliśmy do domu na zbyt wiele. Wcześniej czy później ów gość zacznie sobie pozwalać na jeszcze więcej, aż w końcu zacznie uważać, że będąc gościem to on jest gospodarzem.