Pomóżmy małej Judytce – potrzebna kosztowna terapia

 

Judyta Szlachta ma 2,5 roku. Wraz z rodzicami mieszka w Dzianiszu. Niestety jest niepełnosprawna. Gdy się urodziła pępowina okręciła jej maleńką szyję, jak sznur, dusiła ją. Mimo to lekarze powiedzieli, że z Judytką jest wszystko dobrze. Niestety tak nie było. Po 24 godzinach rodzice dostali informację, że dziecko miało lekkie niedotlenienie. Po badaniach w Krakowie okazało się, że niedotlenienie było ciężkie i uszkodzony został mózg dziecka.

Dziewczynce dawano niewiele na przeżycie. Jednak Judytka jest silna i przeżyła już 2,5 roku. Teraz potrzebuje kosztownego przeszczepu komórek macierzystych.

Do dzisiaj dziewczynka nie siedzi, nie chodzi, nie mówi.

– Nie mamy z nią kontaktu, choć tak ciężko pracujemy… Jeszcze do 4 miesiąca jej życia było w miarę dobrze, wodziła za nami swoimi oczkami, mieliśmy jeszcze nadzieję… Potem przyszła padaczka. Pamiętam pierwszy atak, to było jakby ktoś “wyłączył” córeczkę. Diagnoza dodatkowo nas dobiła… Od tego czasu jest jeszcze gorzej. Wszystko, czego córeczka się nauczy, za chwilę jest odbierane przez kolejny atak. Dzisiaj jest ich kilka dziennie. Gdy przychodzi, Judytka odrzuca głowę i głośno się śmieje. Dla nas nie jest to powód do radości, tylko obraz, który często przychodzi w koszmarach, a jeszcze częściej na jawie… Ten śmiech to nie objaw radości, ale nieopisanego cierpienia – mówią rodzice Judytki.

– Każdy dzień jest walką, niestety często z wiatrakami… Wszystko, czego Judytka nauczy się podczas rehabilitacji i ćwiczeń, odbierają kolejne ataki. Rok temu na świat przyszedł Franio, młodszy braciszek Judyty. Pobraliśmy krew pępowinową, już wcześniej dowiedzieliśmy się, że to ogromna szansa dla córeczki. Przeszczep komórek macierzystych od brata miał dać jej szansę na zdrowie! Niestety… Dostaliśmy informację z kliniki, że krew trzeba zutylizować, komórki się nie mnożą. Wszystko na nic… – mówią rodzice.

– To był kolejny cios, kolejna stracona nadzieja… Nie poddaliśmy się, nie mogliśmy! Patrzymy na naszą córeczkę, której wzrok nawet na chwile nie skupia się na naszych twarzach. Nigdy się do nas nie uśmiechnęła, nie wypowiedziała nigdy “mama, “tata”… To są nasze marzenia, o które będziemy walczyć ze wszystkich sił! Na naszej drodze spotkaliśmy rodziców innych dzieci, chorych jak Judytka. To właśnie od nich dowiedzieliśmy się o terapii komórkami macierzystymi w Bangkoku, postanowiliśmy też spróbować, bo efekty są niesamowite! W Tajlandii w ciągu 23 dni Judytka będzie miała aż 8 podań komórek (żywych, nie mrożonych, jak to ma miejsce w Polsce), będzie też intensywnie rehabilitowana. Będzie, jeśli tylko zdołamy zebrać ogromną kwotę i opłacić terapię… – mówią rodzice Judytki.

Koszty dla rodziców Judytki są niewyobrażalne, dlatego postanowili poprosić o pomoc. Robią wszystko, by dać swojemu dziecku szansę, wykorzystać wszelkie możliwości medycyny.

– Wierzymy, że komórki podane w Bangkoku pomogą nam opanować padaczkę, dzięki czemu Judytka zacznie się rozwijać! Nie jest łatwo, chociaż córeczka dzielnie walczy z całych swych dziecięcych sił. Zaczyna dostrzegać niektóre elementy rzeczywistości, podnosi już główkę, sama je… Modlimy się, by było już tylko lepiej, ale wiemy, że nawet to może odebrać padaczka – mówią.

W związku z tym zorganizowana została zbiórka na stronie internetowej
www.siepomaga.pl/judyta-szlachta

Pomóc można także wpłacając wolne datki na konto Fundacji Dzieciom „Zdążyć z Pomocą”
nr 42 2490 0005 0000 4600 7549 3994
z dopiskiem „35478 Szlachta Judyta darowizna za pomoc i ochronę zdrowia.

Pomóc można także na Facebooku pod adresem: www.facebook.com/groups/948275278861219

Rodzice Judytki bardzo proszą o pomoc, leczenie w Bangkoku to ich ostatnia deska ratunku, ostatnia szansa ich córeczki…