Patryk Wicher: To nie jest tylko moja kampania, a wszystkich mieszkańców

Być może dziś wybrałbym medycynę, by mieć silniejszy fach w ręce. Ale kiedy stawałem przed wyborem studiów, uwierzyłem bardziej w swoją humanistyczną duszę. Żeby nie było, nie żałuję, że ukończyłem politologię i zarządzanie – realizuję się w tym. Niemniej uważam, że jeśli ktoś ma zdolności techniczne, smykałkę do majsterkowania, powinien rozwijać swój talent”. O zmianach w szkolnictwie, nowych programach dla wzmocnienia pozycji rodziny i służbie zdrowia rozmawiamy z radnym wojewódzkim Patrykiem Wichrem, kandydatem na posła w Okręgu nr 14 (nr 11. na liście Prawa i Sprawiedliwości).

Kampania wyborcza na finiszu. Jak pan, Patryk Wicher, ocenia jej przebieg w kontekście swojego przyszłego wyniku wyborczego? Jak to się przełoży na Pana być albo nie być w Sejmie?

Do wyniku wyborczego zawsze podchodzę z pełną pokorą. Ja i mój sztab pracujemy do końca, odwiedzając wszystkie powiaty w okręgu wyborczym, spotykając się z jego mieszkańcami i wsłuchując w problemy, które chcą nam w tym czasie przekazać, a które, mam nadzieję, jako poseł będę mógł pomóc je rozwiązać. Otrzymuję od mieszkańców też sporo uwag, na temat naszej działalności. I za nie jestem też bardzo wdzięczny. To dzięki tym uwagom, nierzadko bardzo celnym i słusznym, mogę korygować swoją pracę, program wyborczy, dostosowując do faktycznych oczekiwań społeczeństwa. Mam poczucie, że to nie jest tylko moja kampania wyborcza, ale wszystkich mieszkańców. 13 października okaże się, czy zasłużyłem na ich zaufanie.

Jeśli chodzi o program wyborczy zawarty w Pana ulotce, rozpoczyna go Pan od punktu: „Wzmocnienie funkcji rodziny stanowiącej podstawę społeczeństwa”. Dość ogólnikowe. Czy za tym kryją się kolejne projekty „plus”?

Jak to w ulotce wyborczej, nie ma zbyt wiele miejsca na rozwijanie szczegółów. Zawarłem tam najważniejsze hasła i tezy, którymi chciałbym się zająć, jeśli wyborcy zdecydują o mojej obecności w ławach sejmowych. Na pewno nadrzędnym tematem dla mnie jest rodzina. Uważam, że dotychczasowe programy zaproponowane przez rząd PiS powinny być kontynuowane i rozwijane. Ale też musimy szukać nowych form wyrazu dla wzmocnienia pozycji rodziny w społeczeństwie.

Co nowego Pan proponuje?

Potrzeba jest rozwijać programy już istniejące – rozbudowywać sieć żłobków i przedszkoli, wzmocnić dopłaty dla rodzin ubogich. Nie można też bagatelizować tego, co się dzieje w rzeczywistości. Dziś pojawiają się bowiem w społeczeństwie różne ideologie, różne środowiska chcą na nowo definiować pojęcie rodziny. Musimy więc spojrzeć na to wszystko od strony prawnej, by rodziny czuły się w pełni zabezpieczone przed patologiami. By nikt nie modyfikował ich rzeczywistości.

6 października w Nowym Sączu mają odbyć się trzy marsze, którego uczestnicy mają raczej różne spojrzenia na ten temat. Weźmie Pan udział w którymś z nich?

W Polsce na szczęście nie ma problemów z wyrażaniem swoich poglądów. Nie jestem przeciwny temu, aby ktoś je artykułował, niemniej powinien to robić w sposób adekwatny, który nie budzi kontrowersji, nie obraża uczuć innych. Natomiast marsze środowisk LGBT i podobnych niestety swój przekaz mają bardzo agresywny i atakujący. Każda osoba, która wyraża inną niż oni opinię – a ma do tego przecież prawo – jest krytykowana i to w sposób bardzo wulgarny. Przykład?

Obnoszenie wizerunku Matki Boskiej z tęczą czy wpisaną w organy żeńskie, profanacja mszy świętej. Większość z nas jest osobami wierzącymi i to budzi nasz sprzeciw. Nie mam problemu, by ktoś w kulturalny sposób mógł wyrazić swoje poglądy, ale na coś takiego nie ma we mnie zgody. Nie może być zgorszenia w przestrzeni publicznej. Ktoś, kto żąda wolności słowa, jest zobligowany do tego, by wyrażać swoje poglądy w sposób godny. A odpowiadając na pytanie, mam w planach wziąć udział w marszu organizowanym przez sądeckie parafie.

Wracając do programu. Kolejność punktów: rodzina, zdrowie, wsparcie osób starszych i niepełnosprawnych, wzmocnienie bezpieczeństwa publicznego, edukacja itd. jest przypadkowa czy wiąże się z Pana doświadczeniami?

Ta gradacja wynika z gradacji spraw, z którymi zwracają się do mnie mieszkańcy w rozmowach, jakie prowadzę jako radny Sejmiku Województwa Małopolskiego czy teraz podczas kampanii. To program potrzeb wyrażanych przez ludzi. A za nimi kryje się przede wszystkim rodzina, o której już mówiliśmy, oraz zdrowie. Potrzeba między innymi zmniejszenia „osławionych” już kolejek do specjalistów. Oczywiście to ważne, ale ja jednak równie wielką wagę zwróciłbym na profilaktykę i rehabilitację, które zapobiegają powstawaniu chorób. W dalszych punktach programu pojawia się  ochrona środowiska. To też nierozerwalnie wiąże się ze zdrowiem. W regionie jest wiele gmin, w tym uzdrowiskowych, jak Piwniczna Zdrój, które nie mają dostępu do gazociągu. Potrzeba więc prowadzić negocjacje ze spółkami, jak PGNiG, żeby ta sieć gazowa była rozbudowywana i modernizowana. To przełoży się na jakość powietrza, którym oddychamy, a tym samym na nasze zdrowie. Problemy dostępu do sieci gazowych czy wodociągowych nie są jedynymi, na jakie zwrócono mi uwagę. Ostatnio miałem okazję spotkać się z mieszkańcami Przysietnicy, którzy z kolei narzekają, że nie mają dostępu do zasięgu sieci komórkowej, przez co czują się wykluczeni i spada ich poziom poczucia bezpieczeństwa. Karetki bowiem mają problem z lokalizowanie przez GPS domów pacjentów, którzy potrzebują tam pomocy. O to też należy zadbać. Nie mamy operatora krajowego, więc może przyszedł czas na to, by tak samo jak repolonizujemy banki, zrepolonizować firmy związane z telekomunikacją. By zasięg nie był tylko komercyjny, ale mieli do niego dostęp wszyscy mieszkańcy. W naszym regionie jest niestety wiele białych plam zasięgowych.

Punkt 5.: „Rozwój edukacji wraz ze wzmocnieniem szkolnictwa branżowego”. Młodym ludziom wmówiono, że wszyscy muszą być magistrami i teraz brakuje fachowców na rynku?

To był błąd myślenia. Nawet w Stanach Zjednoczonych czegoś takiego nie ma w oświacie. Zniszczyliśmy szkolnictwo zawodowe, wprowadzając system, który obniżył jego jakość. Daliśmy sobie wmówić, że ktoś, kto kończy zawodówkę jest gorszy. A to nieprawda! To ekspert w swojej dziedzinie. Szkolnictwo branżowe ma przywrócić ten etos, odczarować błędny sposób myślenia, przywracając na rynek fachowców. To nie magisterium świadczy o inteligencji i czyni lepszym, a kompetencje i umiejętności człowieka.

Gdyby dziś Patryk Wicher stanął przed wyborem szkoły średniej i studiów, to jaki fach by wybrał?

Patryk Wicher nigdy, niestety, nie był techniczny (śmiech).  Był humanistą, ale też ciągnęło go w kierunku biologii czy chemii. Być może dziś wybrałby medycynę, by mieć silniejszy fach w ręce. Ale kiedy stawałem przed wyborem studiów, uwierzyłem bardziej w swoją humanistyczną duszę. Żeby nie było, nie żałuję, że ukończyłem politologię i zarządzanie – realizuję się w tym. Niemniej uważam, że jeśli ktoś ma zdolności techniczne, smykałkę do majsterkowania, powinien rozwijać swój talent. Szkoły branżowe mają właśnie takim osobom pomóc rozwinąć skrzydła i uczynić ekspertami w swojej dziedzinie.

Materiał wyborczy KW Prawo i Sprawiedliwość